CIEKAWOSTKI

Ciekawostki pochodzą z książki Jurija Boriewa: "Prywatne życie Stalina".



Czarny dzień w kalendarzu

W dalekiej przeszłości panowało w Persji przekonanie, że dzieci urodzone 21 grudnia należy zabijać, gdyż są naznaczone piętnem zła. Stalin urodził się 21 grudnia 1879 roku.


Historia pewnej fotografii

Felietonista gazety "Prawda", G. Ryklin opowiadał:
- Na początku lat trzydziestych odbylo sic spotkanie radzieckich dziennikarzy ze Stalinem oraz kierownictwem partii i rządu. Byłem tam również i ja. Pod koniec spotkania zrobiono wszystkim wspólne zdjęcie, na którym znalazlem się obok wodza.
Mijały lata. Przeprowadzano coraz to nowe aresztowania. Przechowywanie fotografii z wrogami ludu stało się zajęciem niebezpiecznym. Wobec czego zacząłem to zdjçeie obcinać. Z początku na jednego członka KC przypadalo dwóch. trzech dziennikarzy. Później represje stały się bardziej powszechne i obcinalem coraz więcej i więcej. W końcu zostaliśmy na tym zdjęciu tylko ja i Stalin. Po XX Zjeździe obciąlem Stalina i zostałem sam.


Pierwsza miłość

Zdarzyło się to na początku naszego wieku. Stalin i jego przyjaciel z lat młodości Kawtaradze otrzymali zadanie, by zarekwirować dla partii pieniądze w banku. Do akcji zostało im jeszcze 24 godziny. Spacerując po mieście, młodzi ludzie spotkali grupę aktorów, którzy przyjechali tu na gościnne występy. Zaczęli ze sobą rozmawiać, aktorzy zaprosili ich na wieczorne przedstawienie. Była wśród nich mlodziutka aktorka, która bardzo spodobała się Stalinowi. Spektakl odniósł wielki sukces. Stalin nie spuszczal oczu z dziewczyny. Wszyscy bili brawo, tylko on nie klaskał. Kawtaradze spytał, dlaczego? Stalin odpowiedział: I tak by nie wiedziala, że klaszczę.
Stalin z przyjacielem nocowali w parku. Kawtaradze przebudził się i zobaczył, że Stalin nie śpi, tylko leży nieruchomo wpatrzony w niebo.
- Czemu nie śpisz? O czym myślisz? - spytał Kawtaradze.
- Nie śpię, bo się zakochałem, a myślę o tej gwieździe i o tym, że nigdy jej nie dosięgnę.


Wywłaszczyciel

Do czasów rewolucji Rosyjska Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza przeprowadzała tzw. eksy (od słowa ekspropriacja - wywłaszczenie, czyli konfiskata pieniędzy na rzecz partii). Były to napady na banki i różnego rodzaju transporty przewożące pieniądze itd. O jednym z takich zdarzeń opowiada legenda.
Co trzy miesiące na trasie Noworosyjsk-Gudauty-Soczi, przewożo no wojennym żaglowcem pieniądze dla wojskowych i państwowych urzędników Zakaukazia. W Soczi przeładowywano je z żaglowca do powozu i w asyście kozackiej sotni przewożono do Tbilisi. Wywłaszczyciele mieli znakomicie rozpracowaną całą trasę. Udało im się wprowadzić do załogi swoich ludzi: maszynistę i nawigatora. Na żaglowcu prócz załogi, znajdowało się 15 żołnierzy. Na przystani W Gudautach do statku podpłynęło 8 abragów (kaukascy górale, walczący z carską Rosją). Maszynista i nawigator 13 żołnierzy zamknęli w kubryku, a dwóch wyrzucili za burtę. Następnie górale wybili całą załogę i zastrzelili maszynistę i nawigatora. Około pół tony złota i srebra przeładowano na barkas, a dalej na wóz konny. Odjechali w góry. Po drodze, na rozkaz dowódcy, czterej abrecy zastrzelili pozostałych czterech. Pojechali dalej. Podczas snu zastrzeleni zostali dwaj następni. W końcu zostało tylko dwóch. Rano, gdy jeden się mył, drugi strzelił mu w potylicę. Kiedy było po wszystkim, rozejrzał się i zobaczył, że działo się to na oczach małego pastuśzka, który przypadkiem zawędrował z kozą w to odludne miejsce. Długo i ze złością patrzył na chłopca. Był za daleko - ani go dogonić, ani traifć. W końcu machnął ręką, wsadził nagan do kieszeni i popędził konie w góry. Partia nigdy nie zobaczyła tych pieniędzy. Stały się one własnością jedynego pozostałego przy życiu uczestnika napadu - Stalina.
Kilkadziesiąt lat póżniej Stalin gościł na daczy u swojego ulubieńca, gruzińskiego aktora Chorawy. Przechadzając się po sadzie nagle zatrzymał się i ostro spytał ogrodnika:
- Gdzie ja cię widziałem?
- Nigdzie, hango - zmieszał się ogrodnik.
Stalin poszedł dalej, ale wkrótce wrócił i znowu zapytał:
- Gdzie ja cię widziałem?
- Nigdzie, hango - powtórzył ogrodnik.
Stalin wypytywał Chorawę, skąd wziął się u niego ten człowiek. Usłyszał, że ogrodnik pochodzi z dalekich odludnych miejsc Gruzji. Stalin nie skojarzył sobie ogrodnika z napadem i nie poznał w nim małego pastuszka. Natomiast ogrodnik rozpoznał w Stalinie owego abreka, ale wolał to przemilczeć.
Podanie twierdzi, że w 1906 roku Stalina pociągnięto do partyjnej odpowiedzialności za to, że nie przekazał partii pieniędzy skonfiskowanych podczas jednego z napadów.
W 1918 roku, na wniosek mienszewików Mamowa i Swietłowa, Stalina postawiono przed sądem partyjnym pod zarzutem dokonywania samozwańczych "eksów", jakich dopuszczał się on na Zakaukaziu w pierwszej dekadzie naszego wieku. Ponieważ był to wniosek mienszewików bolszewicy opowiedzieli się po stronie Stalina i uniewinniono go.


Przepiękne słowa wodza

Podczas jednej z narad poświęconej sprawom republik środkowoazjatyckich, podeszła do Stalina mała Mamłaka i przekazała mu pozdrowienia. Uśmiechając się, wziął ją na ręce. Natychmiast Stalina i dziewczynkę obsypano kwiatami, a fotoreporterzy zrobili mnóstwo zdjęć. Jedno z nich obiegło cały kraj. Opatrzone było podpisem: "Stalin nąjlepszym przyjacielem radzieckich dzieci".
W tej historii jest i odwrotna strona medalu. Trzymając dziewczynkę na rękach i nie przestając się uśmiechać, Stalin powiedział do Berii po gruzińsku:
- Mamaszore edl aliani!
Mamłaka z nabożeństwem wysłuchała słów wodza wypowiedzianych w nieznanym jej języku. Zachowała je w pamięci przez długie lata i dopiero gdy dorosła, dowiedziała się, że znaczą: "Zabierz tę wstrętną smarkulę".


Zachcianka

Pewnego razu, będąc w Abchazji, Stalin zapytał: "Była tu u was przed rewolucją znakomita lemoniada "Łagidze", przetrwała jeszcze?
Był późny wieczór. Wasilewski (człowiek z ochrony Stalina) wysłął po tę lemoniadę umyślnego aż do Suchumi, odległego o sto kilometrów.
Operacja była dość skomplikowana. Przy przygotowywaniu lemoniady musiał być obecny zaufany człowiek, żeby sprawdzić recepturę i pobrać próbkę - czy nie zatruta. Wysłannik długo nie wracał. Była już noc, gdy Wasilewski wyjechał mu na spotkanie. Wkrótce zobaczył samochód. Były w nim dwie skrzynki długo oczekiwanego napoju, ale kiedy Wasilewski go spróbował, okazało się, że to nie lemoniada, tylko napój z gruszek. Zirytowany zaczął wymyślać posłańcowi.
- Co za różnica? Przecież to prawie to samo - bronił się tamten.
- Należy dokładnie spełniać polecenia wodza.
Goniec został odesłany z powrotem. Nie wiadomo skąd wytrzaśnięto staruszka, który pamiętał jeszcze, jak się robi lemoniadę "Łagidze" i w obecności czekistów sporządził kilka butelek napoju. Lemoniadę sprawdzono i dostarczono do rezydencji Stalina.
Rano po śniadaniu Stalin spytał, czy znaleźli lemoniadę. - Znaleźliśmy. Podać?
- Nie, teraz nie. Może później.


Obłudnik

Stojąc przed oddziałem egzekucyjnym, Jona Jakir wzniósł okrzyk:
- Niech żyje Stalin!
Po wykonaniu wyroku zawiadomiono o tym Stalina, który uśmiechnął się:
- Jakiż to był fałszywy człowiek.


Przyjaciel dzieci

Ludzie mojego pokolenia dobrze pamiętają z czasów dzieciństwa fotografię wodza z czarnowłosą dziewczynką na rękach. Stalin czule się uśmiecha, a dziewczynka promienieje ze szczęścia. To Buriatka Gela Markizowa. Rodzice nie mieli jej z kim zostawić, więc zabrali ze sobą na przyjęcie do Stalina. Mała Gela wręczyła Stalinowi kwiaty, a on ją wziął na ręce. Wszystkie żłobki, przedszkola i szkoły były udekorowane zdjęciem wodza z dziewczynką na rękach i wielkim napisem: "Dziękujemy ci, towarzyszu Stalin, za nasze szczęśliwe dzieciństwo". Bardzo dziękujemy! A najbardziej Gela! Mała, czarnowłosa dziewczynka, która wcześnie została sierotą - jej ojca, komisarza ludowego do spraw rolnictwa Republiki Buriacko-Mongolskiej aresztowano, a matkę wysłano do obozu.
W latach trzydziestych z rozkazu Stalina odpowiedzialności karnej, włącznie z karą śmierci, podlegały dzieci od 12 roku życia. A jednak całe moje pokolenie wiedziało, że towarzysz Stalin - to najlepszy przyjaciel radzieckich dzieci.


Polecenie wykonano

Pewnego dnia Stalin przejeżdżał obok pięknej, z białego kamienia wzniesionej cerkwi pod wezwaniem Zbawiciela na Puszczy (XV wiek). Pod cerkwią walało się drewno.
- Skandal, sprzątnąć to - burknął niezadowolny Stalin.
Niestety, nikt nie śmiał go zapytać, co właściwie miał na myśli - drewno czy cerkiew. Na wszelki wypadek drwa wywieziono a cerkiew zburzono.


Różne sposoby

W latach 30. Stalin zaprosił do siebie czterech wybitnych reżyserów filmowych i zapytał, czego potrzebują:
- Mówcie, nie krępujcie się. Postaramy się wam pomóc. Romm poskarżył się, że gnieżdzi się w maleńkim pokoiku, ma chorą żonę i potrzebne mu mieskanie.
- Dobrze dostaniecie mieszkanie - zgodził się Stalin.
Pudowkin tłumaczył, że może pracować tylko za miastem i niezbędna jest mu dacza.
- Dobrze. Będziecie mieć daczę.
Pyriew oświadczył, że daczę ma, ale trudno mu dojeżdżać. Traci czas, nie może pracować. Potrzebny mu samochód.
- Dobrze. Dostaniecie samochód.
Aleksandrow zawahał się. Jego prośba jest tak wielka, że nie ma odwagi jej wypowiedzieć.
- Mówcie, nie krępujcie się - zachęcił Stalin.
- Chciałbym, towarzyszu Stalin, dostać waszą książkę "Problemy leninizmu", z waszym autografem. Będzie mi ona natchnieniem.
- Dobrze, dostaniecie książkę z moim autografem - przyrzekł Stalin.
Mieszkanie, samochód i daczę dostał Aleksandrow jako dodatek do książki z autografem.


Stalin i Kapica

Przyszedł do Stalina członek Akademii Nauk, Piotr Kapica i powiada:
- Aresztowano fizyka Landaua, proszę go zwolnić. Jest mi niezbędny.
Stalin kieruje tę prośbę do obecnego przy tym Berii, a ten odpowiada:
- Landaua aresztowano jako angielsko-niemiecko-francuskiego szpiega.
Stalin rozkłada ręce, że niby nic nie może zrobić, a Kapica swoje:
- Tak, ale on jest mi niezbędny.
Stalin uniesieniem brwi znowu przekazuje prośbę Berii.
- Landau przyznal się, że jest szpiegiem - wyjaśnia tamten.
Stalin znów rozkłada bezradnie ręce: aresztowany, szpieg, przyznał się. Lecz Kapica nie rezygnuje.
- Tak, ale on jest mi niezbędny.
Stalin jeszcze raz ruchem głowy przekazuje sprawę Berii, który informuje:
- Proces już się odbyŁ Sąd uznał Laudaua winnym. I tym razem Stalin rozkłada ręce: skoro sąd tak postanowił, to już nic się nie da zrobić. Kapica swoje:
- Tak, ale on jest mi niezbędny.
Stalin wreszcie traci cierpliwość i mówi:
- Słuchaj, Beria! Widzisz, że on temu człowiekowi jest niezbędny. Skoro jest niezbędny, nie ma rady - oddaj!
I Berii nie pozostaje nic innego, jak zwolnić Landaua. Gdyby Kapica próbował tłumaczyć, że Landau to uczciwy człowiek i że nie jest żadnym szpiegiem - nic by nie zwojował. A tak, nie negując oskarżeń, osiągnął pożądany skutek.
Tyle legenda. Natomiast sam Landau opowiadał, że Kapica przyszedł do Stalina i powiedział:
- Aresztowano Landaua, a on potrafi skroplić hel. Musicie go zwolnić.
Skraplaniem helu Landau nigdy się nie zajmował, ale jak to geniusz, szybko opracował jego technologię.


Obrońca

Niegdyś, w obecności Aleksandrowa, Stalin zapytał Lubow Orłową:
- Czy mąż jest dla ciebie dobry?
(Stalin zawsze zwracał się do cudzych żon per ty).
- Tak, ale nie zawsze.
- Powiedz mu, że jeśli się nie poprawi, to go powiesimy.
Aleksandrow, (mąż Orłowej) uznał to za żart i zapytał:
- Za co, towarzyszu Stalin?
- Za szyję - ponuro i wcale nie żartem odpowiedział wódz.


Sami zadecydowali

Każdy film, zanim poszedł na ekran, musiał mieć akceptację Stalina. Kiedyś, gdy Stalin przez dłuższy czas przebywał poza Moskwą zgromadziło się wiele nowych Filmów. Nie można było dłużej czekać. W końcu Mołotow i inni członkowie Biura postanowili obejrzeć jeden z filmów i, jeśli okaże się on bezsporny, zwolnić do rozpowszechnienia.
Powrócił Stalin. Zameldowano mu o tym. Zmarszczył srogo brwi i powiedział:
- A więc sami, beze mnie, obejrzeliście i sami podjęliście decyzję? Beze mnie obejrzeliście i podjęliście decyzję?
Członków Biura ogarnęła zgroza i kiedy już ich strach sięgnął zenitu, Stalin dokończył:
- ... i słusznie postąpiliście!


Gra o prestiż

Winston Churchill opowiadał, że Stalin systematycznie spóźniał się na spotkania i szefowie rządów Wielkiej Brytanii i USA byli w ten sposób zmuszani do wstawania z miejsc i powitania. W końcu Churchill i Roosevelt postanowili, że tym razem oni się spóźnią o całe 15 minut, ale kiedy przybyli na miejsce Stalina jeszcze nie było. Zdecydowali więć, że dadzą mu nauczkę i nie wstaną, kiedy wreszcie się zjawi. Stalin wszedł. Popatrzył długo i surowo na premiera Anglii i ten nie wytrzymał. Wstał posłusznie jak uczeń.


Uczony kłamca

Aleksander Bogomolec specjalizował się w gerontologii. Twierdził on, że człowiek może i powinien żyć 150 lat. Stalin bardzo interesował się jego pracami, na które przeznaczano znaczne sumy. W 1929 roku Bogomolec został członkiem Akademii Nauk Ukraińskiej SRR, w 1932 roku - Akademii Nauk ZSRR, w 1939 roku - Akademii Nauk Białoruskiej SRR, w 1944 - Akademii Nauk Medycznych i Bohaterem Pracy Socjalistycznej, w 1941 - laureatem nagrody stalinowskiej. Kiedy w 1946 roku Bogomolec umarł, mając zaledwie 62 lata, Stalin powiedział:
- Ale szachraj. Wszystkich ocyganił.


Zaloty

Kiedy Stalin usłyszał, że filmowiec Aleksy Kapler zabiega o rękę Swietłany, zaciągnął córkę przed lustro i powiedział:
- Spójrz na siebie. Czy w tobie można się zakochać?
Potem przywołał Berię.
- Nie podoba mi się, Laurenty, ten romans Swietłany. Trzeba aresztować.
- Kogo? Swietłanę?
- Głupiś! Kaplera!


Domowe pantofle

To opowiadał mi Michał Romm.
W domu Stalina światło zapalało się i gasło równocześnie we wszystkich pokojach. Z zewnątrz nie można było ustalić, w którym pokoju znajduje się generalissimus. Znajdowało się tam kilka identycznych pokoi, urządzonych bardzo skromnie: biurko, łóżko, krzesło. Nikt nie wiedział, w którym z nich Stafin w danej chwili pracuje, a w którym będzie spał. Mieszkanie to oddzielały od reszty świata opancerzone drzwi, w których znajdowało się niewielkie okienko, służące do przekazywania posiłków. Chyba żaden więzień na świecie nie znajdował się w takiej izolacji, jaką sam sobie narzucił Stalin.
W domu tym mieszkał - i miał dostęp do wydzielonych pokoi - młody agent ochrony, pełniący funkcję ordynansa. Wycierał kurze, czyścił obuwie, w ogóle utrzymywał porządek w tych więzienno-spartańskich pomieszczeniach. W przypływie pobożnego uwielbienia, młody ordynans pomyślał, że, mimo iż stara się chodzić jak najciszej, musi z pewnością budzić wodza stukotem swych wojskowych butów. Kupił więc za własne pieniądze domowe pantofle. Ale wydało mu się, że i one zanadto hałasują. Podszył je więc grubym suknem. Teraz stąpał cicho i bezszelestnie.
Pewnego dnia Stalina obudziła cisza. Nie słyszał, jak co dzień, stukotu wojskowych butów, do którego przywykł, ale czuł, że ktoś chodzi po mieszkaniu. Odbezpieczył nagan, który zawsze trzymał pod poduszką i wówczas dostrzegł ordynansa, bezgłośnie poruszającego się po pokojach. Następnego dnia poskarżył się Berii:
- Dlaczego on chodzi w kapciach, a nie w butach. Chce się cichcem podkraść, kiedy śpię...
Chłopca rozstrzelano za próbę zamachu na życie Stalina.
Pod koniec lat pięćdziesiątych matka owego żołnierza wystąpiła z prośbą o rehabilitację syna i przyznanie jej emerytury, stąd też cała sprawa wyszła na światło dzienne.


Wiewiórka

Stalinowi podarowano wiewiórkę. Spacerując, podchodził często do klatki i przyglądał się jej figlom. Obok klatki stał zawsze pułkownik. Trzymał w rękach orzeszki i podawał je Stalinowi, który lubił karmić zwierzątko. Aż w końcu zdarzyło się nieszczęście. Wiewiórka uciekła. Pułkownik poczuł, że ziemia rozstępuje mu się pod nogami. Stary ogrodnik przyrzekł, że całą winę weźmie na siebie i kiedy Stalin zjawił się przy klatce, upadł mu do nóg:
- Jestem winny, towarzyszu Stalin. Nie upilnowałem, wiewiórka uciekła.
- Zwrócić mi wiewiórkę - przykazał surowo Stalin i odszedł.


Haust wolności

Po wojnie, po raz pierwszy od lat, Stalin pojechał do Gruzji. W Cchałtubie leczył reumatyzm, a wypoczywał w Borżomi. W 1949 roku przebywał pod Gagrami nad jeziorem Rica. Od godziny 15 do 17 zazwyczaj odpoczywał. Całą okolicę strzegły wojska i specjalne oddziały. Pewnego razu Stalin nie zjawił się po siedemnastej. Minęła godzina, a on nie wychodził z pokoju. Zaniepokojona służba rozpoczęła poszukiwania, ale nigdzie go nie znaleziono. Przepadł bez wieści. A on tymczasem spacerował sobie po bulwarze, a potem usiadł samotnie na ławce, odziany tylko w letni mundur i furażerkę. Nikt go nie poznał. Obok bawiły się dzieci. Uciekinier podszedł do kiosku, ale nie miał pieniędzy, powiedział więc, że jest Stalinem i prosi by sprzedano mu na kredyt cukierki, bo chciałby poczęstować dzieci. Sprzedawca osłupiał, potem wyniósł cukierki i z okrzykiem: Stalin! Stalin! - zaczął je rozrzucać wśród dzieci. Zebrał się tłum ludzi i otoczył Stalina. Wreszcie ochrona odnalazła swego podopiecznego.
Pozostała wśród ludzi legenda o tym wydarzeniu. Może po to było to wszystko? A może Stalin zatęsknił nagle za swobodą, porzucił państwowe sprawy, krwawe intrygi, zbiegł spod opieki ochrony, żeby po prostu posiedzeć i popatrzeć na rozbawione dzieci?


Niespełniona zemsta

W 1956 roku poznałem w Centralnym Domu Literatów pewnego człowieka w średnim wieku, który opowiadał mi, że wchodził kiedyś w skład grupy specjalnej, którą wysłano potajemnie do Jugosławii, by zgładzić J. Broz-Tito. Jego grupa nie była pierwsza. Wyprawiono jednocześnie dwie-trzy drużyny, które działały niezależnie od siebie i nic o sobie wzajemnie nie wiedziały. Pierwsze grupy były unieszkodliwione przez kontrwywiad jugosłowiański. Drużyna mojego rozmówcy, nie wykonawszy zadania, wróciła do Związku Radzieckiego po śmierci Stalina.
Kiedy umarł Stalin, zaufani Berii spotkali się na daczy, ostatniej przystani wodza. Zabrali stamtąd wszystkie papiery i wywieźli je. Wszystkie dokumenty przepadły. Później znaleziono przypadkowo w skrytce biurka Stalina kartkę, napisaną w języku rosyjskim: "Stalin! Przestań wysyłać do mnie grupy terrorystyczne, bo w przeciwnym razie ja wyślę jednego człowieka i następnego już nie będę musiał. Tito".


Bunt

Na początku lat pięćdziesiątych na północy, w jednym z obozów, w pobliżu Magadanu wybuchł bunt. Więźniowie rozbroili żołnierzy, pozabijali strażników i pod dowództwem byłego oficera ruszyli wielotysięcznym tłumem. Ta armia, która nie miała nic do stracenia, maszerowała zwycięsko od jednego obozu do drugiego, zmiatając ochronę i wyzwalając więźniów. Buntownicy rośli w siłę, przybywało im ludzi, broni i prowiantów. Wiedząc, że mogą zostać rozbici przez regularną armię, skierowali się na Czukotkę, by przez Cieśninę Beringa przedostać się na Alaskę. Wszystkie oddziały, które próbowały zastąpić drogę temu prawdziwie "żelaznemu potokowi", były rozbijane w proch i pył. Buntownicy zbliżali się już do cieśniny. I wtedy Stalin postanowił rzucić na nich lotnictwo bojowe. Na białym śniegu tundry czarny tłum był widoczny z daleka. Stanowił dogodny cel. Dziesiątkowano ich bombami, a zdezorientowanych i wystraszonych dobijano z karabinów maszynowych, schodząc w dół lotem koszącym. Na wielokilometrowym obszarze tundry zaległy, i zostały na zawsze, ciała zbombardowanej armii powstańczej. Nad tundrą zapadła cisza.


Podczas meczu

W Tbilisi demontowano ogromny pomnik Stalina. Musiano użyć do tego celu helikoptera. Operację przeprowadzono podczas meczu piłkarskiego Tbilisi-Erewań, kiedy całe miasto zasiadło przed telewizorami, albo na trybunach stadionu. Mecz się zakończył. Na postumencie został jeszcze tylko jeden but. Robotnika, który próbował go odbić pneumatycznym młotem, przegnano kamieniami. Następnego dnia ktoś postawił na postumencie, obok tego buta, małą figurkę Stalina.